KSIĘGA CZYTELNIKÓW

Author: malgotosca /

Zapraszam serdecznie do pozostawiania pod tym wpisem wrażeń z lektury książki "Mój pierwszy rok w Toskanii" .
....................................................................
Nie odpowiadam na wszystkie wpisy, ale czytam je uważnie i gdy wymagają jakiegoś wyjaśnienia staram się to robić. Serdecznie dziękuję za wiele już tu umieszczonych wspaniałych słów, to bardzo mobilizuje do tworzenia dalszych zapisków. Jeśli ktoś ma taką potrzebę, że woli napisać list to mój adres: malgorzata   /  malpa   /  matyjaszczyk  .   com

74 myśli:

Miriam pisze...

Pani Małgosiu kochana, jeszcze nie mam i nie przeczytałam,ale już dziękuję i ufam, że książka ta dotrze także do Jerozolimy ;).Już rozsyłam ogłoszenie o jej pojawieniu się wśród zakochanych w Toskanii.
Pozdrawiam serdecznie!

jaga pisze...

Bardzo ładna skórka bloga,piękne ornamenty i kolorystyka, a na książkę to już się zapisałam w księgarni.

Anonimowy pisze...

"Tyle miłości jest w nas ile dajemy innym..."
Toskania jest mą miłością-która jeszcze bardziej żarzy się czytając Pani bloga-dziękuję bardzo ! Przepiękne zdjęcia ;cudowne opisy;czuję i smakuję to miejsce czytając z niecierpliwością każdy zapisany przez Panię dzień!!! niecierpliwie czekam książki -pozdrawiam

atelierpolonaise pisze...

Jeszcze nie czytałam, ale już zaczynam polowanie na Pani książkę, i gratuluję zarazem jej wydania. I proszę o autograf.
Czytam Pani bloga i jest mi bardzo bliski bo kocham Italię a zwłaszcza moją ukochaną Florencję

majana pisze...

Małgosiu kochana, ja właśnie dziś zamówiłam książkę i czekam z niecierpliwością:)

Anonimowy pisze...

Książki jeszcze nie czytałam,ale śledzę bloga o Toskanii.Bardzo dziękuję za piękny opis Monte Oliveto Maggiore.Właśnie wróciłam z Toskanii i nie zdążyłam zobaczyć.Czy widziała Pani Ogród Tarota w Pescia Florentina
Pozdrawiam serdecznie Joanna miłośniczka Toskanii

Anonimowy pisze...

Jest sobotni ranek, pierwszy od dawna, gdy nie pracuję - obok leży Pani książka kupiona wczoraj w EMPIK-u. Czytam i jest mi dobrze. Więc postanowiłam napisać i podziękować :) Za pomysł i za realizację, za teksty i za zdjęcia. Kochamy z mężem Toskanię i wracamy tam, gdy się da w czasie urlopu, zawsze tylko we wrześniu, co pewnie spłyca obraz - na stałe się pewnie nie przeniesiemy, bo tak się życie układa. Więc cieszę się, że będę mogła zaglądać na Pani bloga i mieć wiadomości z pierwszej ręki przez cały rok. Życzę powodzenia, we wszystkim :)

Anonimowy pisze...

Przeczytałam książkę -była to dla mnie wielka przyjemność.Codziennie czytam blog na bieżąco.Dziękuję za wszystko.Proszę pisać.
Pozdrawiam joanna

majana pisze...

Właśnie została mi doręczona Twoja książka Małgosiu. Zamówiłam z Klubu Dla Ciebie, szła długo, ale w końcu ją mam! :)
Pięknie pachnie:)
Nie mogę się doczekać gdy usiąde i zacznę czytać :)))

Justi pisze...

W końcu mogłam dziś odebrać zamówioną książkę w Empiku...chodziam tam już od 1 października i nie było i nie było...ale w końcu już jest...I teraz to ona czeka na mnie na stoliku obok łożka... i już tylko ciepła hebatka z malinami i wskakuję pod kołderkę z toskańskimi marzeniami....i już wiem, że dziś będę pięknie śniła.....

Anonimowy pisze...

Skończyłam czytać Pani książkę.Gratuluję.Pięknie wydana,a czyta się ją doskonale.Bloga wcześniej nie znałam,cieszę się że już znam i na pewno będę czytać.W Toskanii byłam pierwszy raz tego lata i mam nadzieję wrócić tam jeszcze nie raz z notatkami z Pani książki między innymi.Pozdrawiam.Iwona

SanFran pisze...

Zakupiłam w merlinie i teraz tylko czekam na dostawę ;-))

Pozdrawiam bardzo serdecznie,

Stała czytelniczka i wielbicielka zapisków i Toskanii, chociaż nie aktywna komentarzowo

Dorota

Joanna pisze...

Książeczkę zamówiłam w swojej księgarni.Panie ekspedientki obiecały zamówić więcej egzemplarzy a ja tymczasem czekam niecierpliwie:)Serdecznie pozdrawiam:)))

Anna W. pisze...

Powiem szczerze, był moment że pomyślała " w sumie to po co mi książka, skoro i tak czytam to na blogu regularnie" ale i tak kupiłam i co?? Okazało się, ze to zupełanie co innego! Książka inaczej trafia do świadomości, od nowa odkrywam Toskanię, jej uroki również kulinarne, styl, życie.

Ogólnie jak dla mnie fantastico ;)

BB- Italia pisze...

Mieszkam na północy Italii i pani ksiażka przyjedzie do mnie dopiero na Święta Bozego Narodzenia.To będzie dla mnie wspaniały prezent pod choinkę. Czytam na bieżąco pani zapiski o Toskanii od jesieni 2008r., choc nie jestem aktywna komentarzowo. Gratuluje wydania ksiazki.Pieknie pani wszystko opisuje.Wiele serdecznosci! Pozdrawiam!Bozena

Anonimowy pisze...

dzień Dobry. Kupiłam Pani książkę w pierwszym dniu jej pojawienia się w Merlinie. Jestem w trakcie jej czytania, wędruję z Panią po miejscach, gdzie byłam wiele razy i z których wróciłam parę tygodni temu i przyznam, że mam mieszane uczucia. Toskania oczywiscie jest piękna, ciekawa i w rzeczywistości, i w Pani przekazie, i to jest dla mnie OK. Rozumiem zachwyty. To co krępuje mnie i przeszkadza w czytaniu, to fakt, ze opisuje Pani wszystko w formie " my", majac na myśli siebie i Krzysztofa, który jak rozumiem jest księdzem i pracodawcą. Nie jestem ortodoksyjną katoliczką, dewotką również, mam nadzieję, ale przyznam, że czytając mam wrażenie, że pisze kobieta będąca w związku z mężczyzną, z którym jeździ na zakupy, przyjmuje znajomych, chodzi w gości, i,t.d.która robi coś sama w czasie, gdy On pracuje ale za chwilę znowu jest MY. Tak jakby nie było Pani, tylko Wy Razem. Pisze Pani, że podałam...i przez moment " robiłam za prawdziwa gosposię"..no właśnie...Czytałam fragmenty Pani książki kilku innym osobom i sa podobnego zdania. Nie wiem, czy taka była Pani intencja ale zdecydowanie ta książka mogłaby się nazywać Nasz współny pierwszy rok w Toskanii. pozostaję pełn symopatii i ciekawości, co dalej w tekście, pozdrawiam , marzena

mraw pisze...

Imienniczko moja ;)))
jako pierwszy ślad w Twoim blogu zostawiam moc serdeczności w podziękowaniu za książkę, którą będę ocieplać sobie chłodne jesienne wieczory w oczekiwaniu na... być może... ukochaną Toskanię... w lecie...
Kilka miesięcy temu wpadłam na Twój blog przypadkiem, wrzucona przez google (decoupage, świece) i niespodziewanie zostałam wciągnięta przez Twoje zdjęcia! Spędziłam wieczór na delektowaniu się widoczkami, architektonicznym detalami (bom też plastyczka)i całym tym klimatem włoskiego życia.
Obiecałam sobie powrót w wolniejszej chwili i poczytanie całości bloga. A tu taka niespodzianka - książka!
Jeszcze raz serdecznie dziękuję za miłe chwile przy czytaniu - policzone Ci to będzie jako bardzo, baaaardzo dobry uczynek ;)))

Małgorzata, Kraków

majana pisze...

Małgosiu, książkę czyta się cudownie!:)))
Czytając czuję, jakbym Was znała, no bo w koncu trochę znam dzięki blogowi, no nie?
:))
Pozdrawiam ciepło:)

Anonimowy pisze...

Do Marzeny:
a mnie się wydaje, że o wiele dziwniej i bardzo sztucznie byłoby, gdyby Autorka z uporem godnym lepszej sprawy podkreślała, że podróżuje sama, ze zwiedza sama, że wykonuje prace na rzecz plebanii - czyjej - skoro jest sama? Jak pominąć w tak osobistym dzienniku przyjaciela? Udawać, ze go nie ma?
I jeszcze jedno: nasza Małgosia nie jest taką sobie zwykłą gosposią. To przede wszystkim artystka, podróżniczka, dekoratorka i - jak się domyślam czytając bloga - także trochę animatorka życia kulturalnego w miejscu przez siebie zasiedlonym. Przy tylu rodzajach aktywności stwierdzenie o "wejściu w rolę gosposi" nie wydaje się zaskakujące.
Kinga z Krakowa

Małgorzata Matyjaszczyk pisze...

A ja najpierw chciałam podziękować za wszystkie serdeczne wpisy. Takie komunikaty zwrotne są bardzo istotne dla kogoś, kto w życiu nie myślał, że zostanie autorem książki. A Panią Marzenę odsyłam do mojego toskańskiego bloga http://toskania.matyjaszczyk.com/2009/10/makrofotografia-przyjazni.html i też dziękuję za wpis, przynajmniej uświadomiłam sobie pewne niejsaności.

niebieska pisze...

Kinga z Krakowa napisała chyba też w moim imieniu ,pozostaje mi tylko pod jej słowami podpisać się :) i pozdrowić .

Anonimowy pisze...

witam ponownie, cieszę się ze przyjęła Pani w sposób naturalny moje wczorajsze słowa, które były szczere i okupione długim namysłem, czy mogę je do Pani skierować. Jeżeli pozwoliły Pani zwrócić uwagę, na pewne niejasności, to taki właśnie był mój zamysł. Może to skrzywienie zawodowe psychologiczno- terapeutyczne?...Dziś już wiem z kart książki że ma Pani swój samochód i pojawia się "Ja". Pani Małgosiu, jest Pani bardzo charyzmatyczną osobą. pozdrawiam Marzena

S_23 pisze...

Przykre, że Pani Marzena nie wierzy w przyjaźń. A słowo przyjaciel straciło dla niej pierwotny sens...
Kasia

Ewa pisze...

Pani Małgosiu,
Od godziny wiem o Pani istnieniu. Czytam , oglądam , słucham. Zaraz zamówię sobie książkę. Zazdroszczę po prostu możności bycia codziennie w świecie moich marzeń. W lipcu 2010 jedziemy z przyjaciółmi pierwszy raz do Toskanii na 2 tygodnie pod Florencję. Do tego czasu pochłaniam wszystko , co może się przydać i "zaciągam" atmosferą , która na Pani stronce wspaniała. Jak dodam , że kończyłam Sztuki Piękne w Toruniu i mam mopsa , to już Pani wie ,że coś jeszcze nas łączy;) Teraz serdecznie pozdrawiam , ale jeszcze napiszę i gościem częstym będę.

Joanna pisze...

Dzisiaj otrzymałam Pani książkę i na nowo zwiedzam...:)

Anonimowy pisze...

RÓWNIEŻ PODPISUJĘ SIĘ POD SŁOWAMI KINGI Z KRAKOWA.JEŚLI KOGOŚ COŚ KRĘPUJE TO PRZECIEŻ CZYTAĆ NIE MUSI.SWOJĄ DROGĄ GDZIE MOŻNA SIĘ W TEJ KSIĄŻCE DOPATRZYĆ CZEGOKOLWIEK KRĘPUJĄCEGO.PRZYJAŻŃ POWINNA CIESZYĆ A NIE KRĘPOWAĆ.MYŚLĘ ŻE NIE MA CO SIĘ TŁUMACZYĆ TAK W OGÓLE.IWONA

agnieszka pisze...

Właśnie nie ma się co tłumaczyć. Czytam bloga Pani Małgosi już od roku i wiem, że to osoba o pięknym i ciepłym wnętrzu. A pani Marzena chyba zbyt wiele chciała wyczytać między wersami książki.

Ewa pisze...

Pani Małgosiu,
Czy już słuchała Pani nowej płyty Stinga? Ja od kilku dni nie wyjmuję jej z odtwarzacza. To piękne pieśni religijne w stingowym klimacie. Płyta nagrana w posiadłości toskańskiej (jest film dołączony) , a na długie zimowe wieczory i Święta cudna. Serdecznie polecam i takowoż pozdrawiam.
Ewa

Joanna pisze...

A ja już książkę przeczytałam,cieszę się bardzo że znalazło się w niej miejsce na Pani szkice w ołówku:)A teraz czekam na następną:)))

Anonimowy pisze...

Szanowna Pani Małgosiu,odkąd skończyłam czytać Pani książkę,nie robię nic innego,tylko siedzę w blogu.Nadrabiam czas od końca książki do dnia dzisiejszego.Wszystkie ''przyziemia'' leżą odłogiem,dobrze,że do pracy w ogóle chodzę. W blogu jestem już w czerwcu 2009,więc już niedługo życie wróci do normy i pozostanie tylko niecierpliwe czekanie na Pani kolejny wpis.Pozdrawiam serdecznie.Iwona

Anonimowy pisze...

Przeczytałam - z prawdziwą przyjemnością. Mam do tej książki (jak do Toskanii) stosunek bardzo emocjonalny.
A jeszcze na sam koniec zobaczyłam, ze mnie tam zacytowano! Ho, ho! Czuję jakiś pył splendoru spływającego na mnie z szat Autorki :)) To miłe!
A o błędach znalezionych - w poczcie.

Kinga z Krakowa

Anonimowy pisze...

Wczoraj skończyłam czytać książkę. Znalazłam ją poprzez blog, a blog poprzez googlanie o Toskanii, gdy wróciłam zauroczona nią z tegorocznych wakacji :-)
Czytałam książkę i myślałam o tym, ile "włoskości" udało się Pani przekazać w postaci druku :-) Te wszystkie niuanse dotyczące tamtej Ziemi, Ludzi, języka, mentalności...
Dawkowałam sobie książkę, żeby "starczyło na dłużej,", ale przecież ciągle jest blog i kolejne porcje Italii z życia wzięte :-)
Dziękuję!
Eliza

Anonimowy pisze...

Pani Małgosiu!
Przeczytałam książkę, na którą przypadkowo natrafiłam w empiku.Dopiero potem zerknęłam do bloga.Jestem pod wrazeniem. We mnie też od dawna jest marzenie o znalezieniu własnego miejca na ziemi.Może jeszcze..
Pozdrawiam serdecznie z Krakowa
Będe zerkać do bloga:)
Anna

Migoshia pisze...

Małgosiu, imienniczko moja!

z Twojego powodu spotkała mnie wczoraj ogromna przykrość!

!!!


Otóż...
na stronie 298 skończyła się Twoja książka!!!!

Dawkowałam ją sobie oszczędnie, po kilka stroniczek, żeby wystarczyło na dłużej... Miała mi umilać wieczory przez całą zimę i co?
Wieczory przede mną, a książki już nie ma!!!

Nadzieja jeszcze w Twoim blogu. Wracam do starych wpisów blogowych w poszukiwaniu zdjęć (bo tych w książce za mało i ile by nie było, zawsze będzie mało), no i śledzę nowe.

A do lata i do spotkania z Toskanią jeszcze tak daleko...

Pozdrawiam Cię cieplutko, z całego serca dziękując za toskańskie zapiski


PS
mraw to też byłam ja ;)

Izabela pisze...

Pani Małgosiu!
Mimo, że systematycznie czytuję bloga to informacja o tym, że jego część ukarze się w formie papierowej bardzo mnie ucieszyła. Kocham książki,ich zapach i szeleszczenie kartek, a kiedy jeszcze zawartość jest tak wciągająca, jak w tym przypadku to już pełnia szczęścia.
Czytając książkę na przemian to śmiałam się, to płakałam, to wzdychałam z zazdrością lub zagryzałam wargi ze zdenerwowania. Bardzo dziękuję za te wszystkie emocje, których mi Pani za sprawą książki dostarczyła :)))
Serdecznie pozdrawiam i oczywiście czekam na więcej, ale już na blogu.
Serdecznie pozdrawiam
Izabela

Anonimowy pisze...

Pani Małgosiu!
Przeczytałam Pani książkę i" Tysiąc dni w Toskanii" i stwierdzam że Pani książka dużo dużo lepsza.Pozdrawiam Joanna

Anonimowy pisze...

Pani Małgosiu, dostałam dzisiaj przesyłkę z książką i prezencikiem w postaci suszonych ziół i pomidorów oraz pozdrowieniami od Pani. Bardzo dziękuję, książkę zostawiam sobie na deser na święta, już widzę, jaka to będzie przyjemność :) Wrażenia napiszę po przeczytaniu. Mam małe pytanie; czy można gdzieś kupić Pani przecudne świece ? Nie znlazłam nic na ten temat. Pozdrawiam
Eugenia

Anonimowy pisze...

Witam serdecznie - właśnie łyknęłam, jednym haustem, porcję toskańskiego ciepła:) Dziękuję, bo to wyborny posiłek dla zmysłów:) Czekam na dokładkę - zamawiam największą porcję, jak tylko się da najszybciej. Na razie będę zabijać wilczy głód Toskanii degustowaniem Pani bloga:) Pozdrawiam serdecznie, i szczerze zazdroszczę (ale nie ma tu, broń Boże, żółtej zawiści:) bliskości la dolce vita... Anna K.

boya pisze...

Małgosiu, To dzięki książce trafiłam na Twojego bloga. Swego czasu pisałam Ci o tym e-mailowo. Gratuluję pomysłu na życie i dziękuję, że mogę dzięki książce i blogowi, dzielić z Tobą swoją miłość do Toskanii, która urzekła mnie gdy w tym roku zobaczyłam ją po raz pierwszy. Pozwolę sobie zaprosić Cię (prywatną pocztą) do obejrzenia moich fotek z pobytu, który tak bardzo mnie zaczarował.
Pozdrawiam
BozenaY. Gdańsk

Anonimowy pisze...

Pani Małgosiu dołączam się do tych wszystkich zachwyconych Pani książką oraz zazdroszczę życia w "raju".Obydwoje z mężem kochamy Włochy wszystko co włoskie ,a Toskania jest nasza wyśnioną krainą.Przez "moment" dzięki Pani książce tam byłam.Teraz zabieram się do czytania Pani blogu.taka przyjemność nie może mnie ominąć! Aga

Anonimowy pisze...

Kupiłam książkę niedawno i już kończę czytać:) Jak przyjemnie czyta się Pani zapiski kiedy za oknem śnieg i mróz, a ja myślami wracam do moich corocznych wakacji w Italii:))
Dziękuję i pozdrawiam.

Mażena pisze...

Cieszę się, że może być ciąg dalszy książki, że mimo codziennych obowiązków można tak ciepło pisać i tworzyć. Trzymam kciuki za własne marzenia a Pani ciężka pracę! mażena

Beata pisze...

Dzisaj trafilam na ten blog. i nie moge przestac czytac, kocham Tosaknie, znam ja niestety tylko po lebkach. Juz zamowilam u znajomych w Pl, aby mi kupili ksiazke ktora doloczy do mojej kolekcji ksiazek o tym pieknym wlosokim regione. Mieszkam w Dalmacji, na wyspie Pag i tutej proboje znalezc namiastki Toskanii.

Bemoll pisze...

...kupiłem Pani książkę ( mp3) w empiku. Od tak zachęcony opisem na tyłówce okładki. Po przyjeździe pod dom siedziałem w samochodzie jeszcze 2h . Nie ciałem przerywac słuchania.

Pozdrawiam serdecznie
bemoll

Anonimowy pisze...

Witam,
Książka wspaniała! Szczególne podziękowania za wydanie jej jednocześnie w formie tradycyjnej i audio. Słuchając Pani zapisków z Toskanii, moja podróż do Włoch minęła nadspodziewanie szybko. Pani blog wpisuję na listę ulubionych. Pozdrawiam Ania

Anonimowy pisze...

Pani Malgosiu,
Ksiazka pani trafila do mnie od mojej serdecznej przyjaciolki z Polski, tez Malgosi.
Mieszkam w poludniowej Kalifornii, tez piekne
miejsce, ale serce teskni za Europa. Bylam w Toskani tylko raz i bardzo krotko. Pani przepiekna ksiazka i blog pozwala mi oderwac sie od spraw codziennych. Pani dar pisania i piekne prace ( istne cudenka !) przenosza w inny , szczesliwy wymiar. Pozdrawiam bardzo serdecznie,'
tez Malgoska B.

Anonimowy pisze...

Właśnie czytam książkę :-) Zachwycam się, uspokajam, delektuję. Zaczęłam marzyć o Toskanii. Gratuluję odwagi i zazdroszczę (ale tak po przyjacielsku)"słodkiego, miłego życia"
Pozdrawiam bardzo serdecznie,
Bankowiec z Łodzi

Ina pisze...

Witam,
książka bardzo sympatyczna. Blog i albumy również. To wszystko jest takie inspirujące, a ja jestem już od lat zakochana... w Italii:)
Pozdrawiam

mabi pisze...

Pani Małgosiu,jestem wierną czytelniczką Pani bloga.Przeczytałam też książkę i czuję pewien niedosyt po jej przeczytaniu.Zastanawiałam się dlaczego?Razem ze" współczytaczami" doszliśmy do wniosku,że w książce brakuje zdjęć w podobnym układzie jak w blogu.Pewnie było to niemożliwe.Może w drugiej książce dałoby się coś zmodyfikować.Blog Pani jest cudowny,a opiniami "pań z gazety"proszę się nie przejmować.Pozdrowienia z zachmurzonego Poznania. Mariola

malgotosca pisze...

Pani Mariolu dziękuję za ten wpis, śpieszę z wyjaśnieniem, że faktycznie układ zdjęć jak w blogu jest w tej cenie niemożliwy do druku. Książka musiałaby kosztować chyba z dwa razy tyle.

Anonimowy pisze...

Pani Małgosiu,
Ja też cieszę się smakowaniem Toskanii.....Dzięki Pani Mogę wracać tam gzdie piękno i moje błądzące marzenia.Jak to dobrze że trafiłam na bogactwo Pani Osoby ,na dzielenie się skarbem ...
Pozdrawiam z Lublina.

Anonimowy pisze...

Droga Pani Małgosiu.
Dzisiaj 8 maja 2010 kupiłam w empiku w Olsztynie, była pięknie wystawiona na regale nowości.Zainteresowanie również było.Zabieram się do czytania,aby powracać na cudne szlaki
Toskanii.Serdecznie pozdrawiam.
Grażyna N. z Olsztyna

Anonimowy pisze...

To jeszcze raz Grażyna N. z Olsztyna.
Ps. oczywiście chodzi o Pani drugą książkę
"Toskania dzień po dniu".
Tak na marginesie to dalej czekam na zdjecia Pani ogrodu na blogu.buziaki

Anonimowy pisze...

Droga Pani Malgorzato! Czytajac Pani ksiazke "Toskania dzien po dniu" czulam ,ze na nowo odwiedzam te miejsca, wracam do zeszlorocznych wakacji. Toskania to tez moje miejsce chociaz daleko tam z Kanady. Serdecznie pozdrawiam i czekam na dalsze ksiazki. Mila z Kanady

Anonimowy pisze...

Szanowna Pani,
diabeł mnie podkusił i zajrzałam parę dni temu na tę stronę,i...rano kawusi,i...Matyjaszczy,jutro idę w poszukiwaniu książki. Kocham Toskanię,ale zwiedziłam "troszkę" tylko Florencję.
P.S.
kiedyś dyrektorka mojej szkoły powiedziała do mnie"Pani nadaje się na gospodynię księdza",zastanawiałam się wówczas dlaczego?,a teraz?Gratuluję Pani,że może spełniać swoje marzenia!

Edit pisze...

Bedac w Polsce na wakacjach,poszukiwalam ksiazki do czytania podczas moich podrozy, a ze mieszkam we Wloszech i interesuje mnie wszystko co dotyczy tego kraju moj wzrok zatrzymal sie na ksiazce zat. "Moj pierwszy rok w Toskani" pomyslalam : ktos jak ja probuje tam swojego szczescia.
Zainteresowala mnie bardzo ta ksiazka (czytalam ja w kazdej wolnej chwili na przystanku w autobusie, w pociagu, w domu )
Forma w jakiej przedstawione sa zapiski, zmagania z innoscia jaka sie spotykamy we Wloszech to wszystko w taki naturalny sposob opisany, ze chce sie czytac i czytac
Najlepiej gdyby ta ksiazka nie miala konca.
Natychmiast pobieglam po druga ksiazke i juz nie moge doczekac sie kolejnej.
Gratuluje z calego serca i nic bym nie zmieniala , to jest kawalek zycia ujety w pieknych slowach tak trzymac.
Teraz pozostaje mi tylko zapoznac sie z blogowymi zapiskami.
Pozdrawiam serdecznie z Rzymu

Asia i Wojtek pisze...

Przeczytałam "Zapiski" po raz drugi. Bo zimno było i ponuro - to trzeba " skoczyć" na chwilę do Toskanii, choćby w lekturze. I zauważyłam pewną myśl, która za pierwszym razem mi umknęła. Otóż chodzi mi o ...modlitwę, a szczególnie o to, że naprawdę trzeba modlić się...uważnie, bo modlitwy Pan Bóg spełnia czasem i można się zdziwić, tak jak ja kilka razy. Bo spełniło się, ale jakby tak nie do końca o to mi chodziło. A potem po zastanowieniu przychodzi myśl: no zaraz, ale ja przecież nie doprecyzowałam. I spełniło się dokładnie tak jak prosiłam w modlitwie. Od tej pory modlę się zdecydowanie precyzyjniej...
Pozdrawiam Serdecznie!
Asia

Małgorzata Matyjaszczyk pisze...

To dla mnie chyba najcenniejsze, gdy w zapiskach ktoś odnalazł coś dla własnego życia.
Dziękuję bardzo za wszystkie uwagi. Ja je czytam, każdą dokładnie, tylko jakoś nie wiem co napisać, na tyle zachwytów.

Asia i Wojtek pisze...

I jeszcze jedna rzecz mnie uderzyła w Twoich książkach i w Twoim blogu - wiara. Taka szczera i prawdziwa, jakiej dzisiaj nie uświadczysz w literaturze, a i w życiu różnie z tym bywa. I chyba właśnie to jest dla mnie w Twoich zapiskach najpiękniejsze.
Asia ( Tess )

Anonimowy pisze...

Kupiłam obydwie książki będąc w Polsce w czasie Świąt Bożego Narodzenia. Przeczytałam obydwie do poduszki, gdyż doskonale usypiają.
Pierwszą przeczytałam będąc ciekawa autora, druga mnie znudziła. Jest lepsza pod wzgl. językowym, sposobu wysławiania się, ale merytorycznie strasznie nudna, nie wnosząca nic nowego. Generalnie obydwie potwierdzają, że ksiadz to ma "klawe życie", jego nie dotyczą grzechy obżarstwa i pijaństwa. Znam ceny toskańskie i wiem, że nie każdego jej mieszkańca stać na częste wycieczki nawet po okolicy, na jadanie w knajpach, zwiedzanie osobliwości terenu i picie wszechobecnego wina. Pozwoliła sobie pani na, powiedzmy, nieznaczną, ale krytykę przypadkowo spotkanych rodaków, co zniechęca mnie natychmiast do pani, jako osoby która sama złapała niezłą fuchę. Mam niemiłe doświadczenia w obserwacji katolickiej misji polskiej w Monachium, gdzie proboszcz i jego swita zapominają , że pełnią misję i że są za granicą również w celu wspierania rodaków którzy maja ogromny udział w ich utrzymaniu. Proszę się więc pozbyć bufonady i pamiętać, że nic nie trwa wiecznie, a pani zapiski mogą być odbierane w róznych aspektach. Poza tym architektura rysowana pani kreską jest niezła. Jestem architektem ale nie mam cierpliwości do rysowania, tak jak pani, szczegółu. Pozdrawiam Mirka z Monachium.

Anonimowy pisze...

Witam, pozwoli Pani, że ustosunkuję się do Pani komentarza na temat mojego wpisu.
Dała Pani szansę czytelnikom na, mam nadzieję, swobodną wypowiedź na temat przeczytanych publikacji.
Musiała zatem Pani przewidzieć, że oddając swoje dzieła w ręce obcych ludzi będą odbierane w sposób różnoraki, niekoniecznie zgodnie z Pani intencją. Będąc człowiekiem sztuki dobrze Pani wie, że każde dzieło ma wiele planów. Jest Pani miłośniczką kinematografii,informacja z książek, więc nie wyobrażam sobie, że śledzi Pani losy głównego bohatera nie zwracając uwagi na role drugo i trzecioplanowe. Nie chciałam nikogo obrażać, a mam prawo, które mi Pani dała do swobodnej interpretacji zdarzeń. Pisząc o obrzarstwie i pijaństwie wyciągnęłam być może pochopne wnioski, ale pisze Pani o częstych obfitych posiłkach spożywanych w towarzystwie księdza, i które zakrapiane są sporą ilością wina (dla mnie butelka na dwie głowy to dość sporo)i z których to wizyt lub restauracji wracacie w świetnych humorach.
Proszę przeczytać swoje książki z płaszczyzny przepadkowego czytelnika, a przyzna Pani , że można wyciągać z nich i takie wnioski. Zajmuje się Pani tym, czym na co dzień zajmują się przeciętne kobiety mające rodzinę, oprócz tego pracujące zawodowo, i nie posiadające czasu na ,,rozwój własnego warsztatu,,i smakowanie w każdym znaczeniu tego słowa
Ciekawi mnie do kogo Pani adresowała swoje zapiski, skoro jedna niepochlebna opinia i być może niezrozumienie tego co autor chciał powiedzieć, tak Panią oburzyło. Wracając do Pani książek informuję, że nie jest dla mnie powodem nieprzeczytania jakiejkolwiek pozycji z racji tego, że nie okazała się tak interesująca jak się spodziewałam. Mam wielki szacunek do osób, które tworzą cokolwiek i uważam, że skoro mają coś do powiedzenia innym to ja chętnie tego posłucham. Nigdy nie zdarzyło mi się odłożyć nieprzeczytaną książkę na półkę. Poza tym Pani książki opatrzone są fajnymi szkicami oraz mnóstwem zgrabnych ujęć fotograficznych, więc znajdą swoje miejsce w mojej bibliotece. Pozdrawiam Mirka Z Monachium

malgotosca pisze...

Szanowna Pani Mirko,
Tym razem na pewno uda mi się zmieścić w ilości znaków wymaganych w komentarzu, więc odpisuję tutaj.
Nie wierzę w przypadki, więc i nie istnieje dla mnie pojęcie przypadkowego czytelnika. Pani widocznie miała pojawić się wśród zalewu ciepłych słów, by mi uświadomić, jak różnie można odbierać moje słowa w uzależnieniu od doświadczeń życiowych i intencji. Nie będę już więcej odpowiadać na Pani zarzuty, bo w moim mniemaniu zamieniłoby się to w swoisty ping pong. Pokornie więc zostanę w tym miejscu. Dziękuję za ocenę moich prac i zdjęć. Pozdrawiam serdecznie

Anonimowy pisze...

podziwiam Pania za totalny brak pokory w rozpowszechnianiu grafomanstwa i kiczu w wymiarze rekordu swiata.
Smuci fakt ze tyle czytelnikow preferuje taka chalture,coz swiadczy to o poziomie
autora i odbiorcow ,moje kondolencje

Anonimowy pisze...

Książki nie czytałam, ale z sympatii do Włoch i klasy mat - fiz przeczytam. Nigdy nie dojdę odpowiedzi na pytanie czy humanista się będzie potrafił nauczyć fizyki czy raczej fizyk polskiego. Jedno jest pewne logiczne myślenie i umiłowanie piękna jest w każdym z nas, pani to potwierdza. Osobą powyżej proszę się nie przejmować, zazdrości umiejętności wyrażania uczuć na papierze, bo większość chciałaby napisać książkę, a najwięcej krytyki mają Ci, których na to nie stać.

Anonimowy pisze...

Pani nie umię pisać ksiąrzek.

to jest pamiętnik...

Anonimowy pisze...

Pani Małgorzato :)
Czytam Pani książkę ( jestem coś poza połową)i bardzo mi się podoba spokój jaki emanuje z Pani pisania. Ma pani pasję i z pasją opisuje Pani świat.Cudowne jest to, ze pokazuje Pani, ze można żyć nie goniąc za kariera, lecz po prostu robiąc to, co dyktuje serce, w szczęściu i harmonii z samym sobą. Podoba mi się włoski styl życia jaki Pani przedstawia. Ciepły, przyjacielski i wygląda na to, ze bardzo wokół stołu! ;)))
Ale na tym właśnie polega magia biesiadowania...aż ciepło się robi na duszy...jak u mamy! Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za ten rześki łyk Toskanii jaki dzięki Pani skosztowałam.
(przepisu na szarlotkę jeszcze nie wypróbowałam, ale...zamierzam :))
Pozdrawiam serdecznie
Danuta

Anonimowy pisze...

książki są cudowne, a dla mnie prywatnie przygotowaniem i wzmocnieniem psychicznym do życia w Toskanii, dziękuję bardzo
P.S. nie wyobraża sobie Pani ile nas łączy.. ściskam ciepło

lepszysmak pisze...

Pani Małgorzato, "przesłuchałam" obie Pani książki już kilkukrotnie. Z przyjemnością do nich powracam.
Mam nadzieję, że wkrótce ukaże się kolejny rok toskańskiej przygody, prawda?
Pzdr Ania

Malinowa Żyrafa pisze...

Jak ktoś kto pisze "obrzarstwo" i chwali się tym, że jest architektem może krytykować kogoś za .... pisanie.
O anonimie piszącym :ksiąrzka" nie wypowiem się bo to zwykły Troll :-)
Tyle w temacie.
Kasia

Anonimowy pisze...

To jest ten typ "magicznych książek", które wywołują najpiękniejszy typ uśmiechu na samo wspomnienie o nich:)

http://pozolklekartki.blogspot.com/

Izabela pisze...

Pani Małgorzato, przypadkowo natrafiłam na pani książki w bibliotece. Gdy przeczytałam opis przypomniałam sobie, że kiedyś również przypadkowo zaczytywałam się pani blogiem, szczególnie częscią o wyrabianiu świec... Pierwszą książkę już przeczytałam i bardzo mi się podoba. Sama prowadzę bloda, niestey tylko o gotowaniu, a mam już w głowie pomysł na bloga o podróżach tych moich małych i większych, aby jakoś te wrażenia uporzadkować i by podzielić się nimi z rodziną przyjaciółmi i również z myślą o moje córci, która wszędzie podróżuje razem z nami...
Marzy mi się kiedyś zobaczyć Toskanię, którą znam jedynie z relacji książkowo blogowych i w której coraz bardziej się zakochuję, zarówno w takim życiu jakie pani prowadzi, w kuchni włoskiej, w przyrodzie. Może będzie mi kiedyś dane tam się wybrać. Póki, co na nowo wracam do pani bloga a zaraz zabiorę się do czytania drugiej ksiązki
pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Pani Małgosiu!
Przypadkiem trafiłam w bibliotece na Pani obydwie książki.Przeczytałam jednym tchem.Ponieważ kilka razy byłam w Toskanii przeżywałam od nowa pobyt w takich miejscach jak Florencja,Piza,Siena,Pistoia,Lukka,San Gimignano,Chianti,Montecatini Terme,Portoferraio,Elba.O blogu dowiedziałam się z pierwszej książki ale dopiero dzisiaj po przeczytaniu tej drugiej zaglądnęłam tutaj.Bardzo dużo dowiedziałam się z Pani książek o życiu w tym pięknym zakątku Włoch.Szkoda że nie wiedziałam tego wcześniej ale to nic nie straconego bowiem wybieram się też do Toskanii w tym roku /jak mi Bozia pozwoli/.Kiedyś kiedy pierwszy raz odwiedziłam Włochy myślałam że po obejrzeniu Rzymu nic już nie może mi się podobać,jakże się myliłam.Bardzo przypadł mi do gustu sposób Pani opisywania.Pozdrawiam Alina

malgotosca pisze...

Bardzo dziękuję za nowe wpisy,nie odzywam się tu za często całą swoją uwagę skupiając na głównym blogu,ale zapewniam, że tutejsze komentarze czytam na bieżąco i za te miłe jestem z całego serca wdzięczna.

tomek L. pisze...

bardzo ciekawy i pozytywnie nastrajający blog, pozdrawiam

Prześlij komentarz