KSIĘGA CZYTELNIKÓW

Author: malgotosca /

Zapraszam serdecznie do pozostawiania pod tym wpisem wrażeń z lektury książki "Mój pierwszy rok w Toskanii" .
....................................................................
Nie odpowiadam na wszystkie wpisy, ale czytam je uważnie i gdy wymagają jakiegoś wyjaśnienia staram się to robić. Serdecznie dziękuję za wiele już tu umieszczonych wspaniałych słów, to bardzo mobilizuje do tworzenia dalszych zapisków. Jeśli ktoś ma taką potrzebę, że woli napisać list to mój adres: malgorzata   /  malpa   /  matyjaszczyk  .   com

ODPOWIEDŹ SPECJALNA

Author: malgotosca /

Ze względu na ilość znaków niemieszczących się w komentarzu: robię osobny wpis:



Szanowna Pani Mirko z Monachium!
Przyznam, że na początku mnie zatkało. Dobrze było więc mieć czas na zastanowienie się nad Pani słowami. Zawsze byłam przekonana, że jestem zbyt prostolinijna, a to jest dokładnie antonim dla bufonady. Ale z tym nie da się dyskutować, według Pani popisuję się i jestem efekciarska (zgodnie z definicją słowa). Lecz nie określenie mojej osoby, czy nuda mojego pisania, wprawiły mnie w zdumienie. Nadmienię przy okazji, że podziwiam jedynie za samozaparcie, że znudzona pierwszym tomem, miała Pani jeszcze w sobie dość siły na czytanie następnego. Ja odkładam nudne książki i ich nie czytam.
To, co mnie serio poruszyło to odbiór działań Krzysztofa jako księdza. Zaskoczyło mnie, że w pamiętniku kobiety, która zdecydowała się zostać gospodynią w Toskanii, znalazła Pani dość informacji, by wyrobić sobie opinię o człowieku, który poniekąd jest bohaterem drugiego planu. Przecież ja nie opisuję pierwszych lat życia pewnego księdza, tylko swoje, dlatego pojawia się on w punktach stycznych, a oczywiste jest, że przy mojej początkowej nieznajomości języka i poczuciu swoistego wyobcowania, jako dobry przyjaciel wspierał mnie (i dotąd wspiera) w zakorzenianiu.
Nie mam pojęcia, skąd Pani wyciągnęła wniosek o obżarstwie i pijaństwie księdza Krzysztofa.  Co ciekawe, potwierdza to Pani słowa, że zasypiała Pani nad moją książką  i przespała fragment, w którym opisuję, że to ja sobie nie radziłam na początku z ilościami jedzenia, którym mnie częstowano, bo zapominałam o tutejszych zwyczajach panujących podczas posiłków. A już pijaństwo to zwykłe pomówienie, nie podejmuję się dyskutować z tą szkalującą nieprawdą.
Nie zna Pani zajęć księdza Krzysztofa i z jego fragmentarycznie przeze mnie ukazanego sposobu spędzania wolnego czasu ukuła wizję rozpasanego i bogatego klechy. Czy zdaje sobie Pani sprawę z wysokości zarobków księdza we Włoszech? Czy wie Pani, z czego rezygnuje, by rozwijać swoje zainteresowania? Wielu naszych parafian stać na dużo dalsze i dłuższe wypady, a tego nie robią, kwestia priorytetów. Jedni kupują u Armaniego, a inni w secondhandzie. Jedni kupują w delikatesach, a inni mają ogródek. Jedni mają telewizory plazmowe a inni kupują książki i jeżdżą na wycieczki,  obcując  z pięknem. Czy zdaje sobie Pani sprawę z tego, że jeszcze ze swojej pensji Krzysztof opłaca moją pracę? Że we Włoszech rzadko już się zdarza gospodyni księdza, choćby z tego względu, iż żadna kobieta za takie pieniądze nie przyjdzie do pracy? Że opiekunki zarabiają więcej? Ja nawet podatków nie płacę, bo taką mam małą pensję.  Ale nie narzekam, jestem szczęśliwa, bo na wyciągnięcie ręki mam to, co mnie uszlachetnia – sztukę, cudowny krajobraz i niesamowite światło oraz czas na rozwój własnego warsztatu.
Zupełną pomyłką jest porównanie do misji w Monachium i zobowiązań z tego wynikających wobec płacących na nią rodaków. Nie mam pojęcia, jak ona funkcjonuje. San Pantaleo jest regularną włoską parafią, a ksiądz Krzysztof jest księdzem diecezjalnym w Pistoi, jego parafianami niemal w całości są Toskańczycy. Rodacy nie łożą na tę parafię.  A ilości zajęć na pewno nie można mu zazdrościć. Tylko, że ja o tym nie piszę, bo dwa lata z życia, które z takim utrudzeniem Pani poznała, są wycinkiem życia Małgorzaty Matyjaszczyk, a co więcej poznała Pani tylko wycinek z tego wycinka. Wycinek, który przekazywałam najpierw mojej rodzinie i przyjaciołom, a ktoś zechciał zamienić go w książki, które w ogóle nie leżały w planach.
Chciałoby się zadać Pani jeszcze wiele pytań:
Na czym według Pani ma polegać wspieranie rodaków? Czy pomoc niektórym w znalezieniu pracy, czy obiad świąteczny w dużej części płacony z własnej kieszeni, czy ich przenocowanie nie należą przypadkiem do pomocy człowiekowi, do okazania mu zainteresowania?
Jestem także ciekawa, czy Pani darzy bezgraniczną sympatią wszystkich rodaków bez względu na to, co robią, jak się zachowują? Dlaczego mam lubić kogoś namolnego, bezczelnie wtrącającego się w moje życie? Ja tego nie lubię, bez względu na narodowość.  A przy nieznajomości języka mogłam to odczuwać tylko w tym ojczystym wykonaniu.  Przyznam, że teraz już bym nie opisała tych spotkań, ale wtedy tak przeżywałam swoje początki w Toskanii.
Dziękuję za przypomnienie, że nic nie trwa wiecznie. Każdego dnia staram się żyć tak, jak bym miała jutro umrzeć. Patrzę w lustro i widzę upływ czasu. Pochowałam moją Mamę i wiele już mi znanych osób. Tak, zgodzę się z Panią – nic nie trwa wiecznie.

TOSKANIA DZIEŃ PO DNIU księga czytelników

Author: malgotosca /

Pierwsza książka ma swoją księgę, to czemu i drugiej nie zrobić takiego osobnego wpisu. Zapraszam do wpisywania własnych przemyśleń.


MOŻNA OTRZYMAĆ KSIĄŻKĘ

Author: malgotosca /

PLAKAT

Author: malgotosca /

JUŻ W MAJU

Author: malgotosca /

Druga część mojego bloga w wersji książkowej z nowymi rysunkami i dodatkowymi tekstami.


Zapraszam też na spotkania autorskie:

Na dzień dzisiejszy znam trzy terminy:


25.05.2010

Kraków, godz. 18.00, Trattoria Da Cesare, ul. Krupnicza 6

26.05.2010
Warszawa, godz. 17.00 w Wypożyczalni nr 20 Biblioteki Mokotów, ul. Żuławskiego 4/6,

27.05.2010
Warszawa, godz. 18.00, Empik Junior, ul. Marszałkowska 116



WSTĘP WOLNY!
serdecznie zapraszam

Wielkanoc

Author: malgotosca /